wtorek, 15 czerwca 2010

Dziecko

"Dziecko" - pomyślała PoliMatka, gdy pod nos podsunięto jej zawiniątko, z którego wystawała malutka twarzyczka. Twarzyczka, która z miejsca usiłowała złapać ją bezzębną szczęką za nos.
"A więc to dzieje się naprawdę" kontynuowała rozmyślania.
Co prawda mogła przypuszczać, że w czeluściach jej ogromnego brzucha (że był ogromny stwierdziła nawet położna mówiąc: "To bliźniaki? Termin minął? )przez ostatnie dziewięć miesięcy siedziało właśnie dziecko, ale do tej pory nie myślała o nim inaczej niż Aliena. Teraz rzeczona Aliena stała się czymś, a raczej kimś realnym.
Po twarzy potoczyły jej się łzy szczęścia.
W tym czasie PoliTatek stał pod salą operacyjną czekając na wieści. I jemu drżał głos, a z oczu leciały łzy, gdy położna przyniosła mu prawie trzykilowy tobołek.
Zostali rodzicami.
Podobno właśnie zaczęły się schody.
Ale cicho, sza. Oni tego jeszcze nie wiedzieli...