PoliMatka ma sklerozę. Zapomniała o swoim blogowaniu. Ale blogowanie nie zapomniało o niej. W ciągu dziesięciu miesięcy przez trzyosobową rodzinę przetoczyły się kolki, niepewności, zwątpienia, nieprzespane noce, nawały pokarmu i jego niedobory, a po nich nastał era radości, raczkowania, gaworzenia.
Dziecko oswoiło się z nimi, oni oswoili się z dzieckiem, zaczęła się symbioza, co stanowiło miłą odmianę po okresie wzajemnego docierania się.
Trzeba było uwiecznić w internetowych otchłaniach, iż Pola:
1) z 2,5 kilogramowego maluszka zmieniła się w ponad 9-kilowego łobuziaka,
2) nauczyła się swoich pierwszych słów: "Co to?, tato, tot - na kota, cyc - na włącznik światła",
3) korzysta z nocnika,
4) raczkuje,
5) potrafi samodzielnie jeść.
I milion innych rzeczy jeszcze potrafi ta nasza mała dziewczynka, długo by pisać. I Jan Długosz, tudzież jakiś inny Gall Anonim by się nieźle namęczył, by spisać wszystko to, co warto upamiętnić.
PoliMatce serce rośnie z dumy i miłości każdego dnia, gdy na dziecię własnej produkcji (no, i PoliTatka oczywiście też).